Skorumpowani politycy, mający na sumieniu malwersacje finansowe, szantażujący się nawzajem. Pozbawieni kręgosłupa moralnego i choćby krzty uczciwości. Oglądamy ich tym razem na scenie Teatru Bo Tak w najnowszych spektaklu "Miłość i polityka" Pierre'a Sauvila i... uśmiechamy się szeroko, bo już dawno pozbawiono nas złudzeń, że politycy są święci, a ci na scenie są bardzo zabawni kiedy tak miotają się w zastawionych przez samych siebie sidłach i intrygach. Ludzie, którzy mają ogromną władzę i wpływy w państwie okazują się w gruncie rzeczy małymi, pustymi, zaślepionymi władzą i pieniędzmi prostakami. Akurat ta historia, którą oglądamy na scenie jest fikcyjna, rozgrywa się we Francji, w podparyskiej rezydencji ministra sprawiedliwości Bertranda Guérauda. Weekendowy wypoczynek ministra z małżonką w sielskiej scenerii, w towarzystwie tylko dwojga najbliższych współpracowników, przerywa nagła wizyta zaprzyjaźnionego posła z tej samej partii, który składa ministrowi propozycję nie do odrzucenia. Jaką? Zdradzanie szczegółów byłoby zbrodnią. Wystarczy powiedzieć, że polityk musi sprawie szybko ukręcić łeb. Na szali staje bowiem jego kariera. Co okaże się ważniejsze: utrata twarzy, czy żony? Czy minister zdecyduje się poświęcić swoją drugą połowę? No oczywiście, że tak - i to bez mrugnięcia okiem. Ale kluczowe pytanie brzmi: dlaczego żona chce poświęcić się z taką ochotą?
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.