Zadzwonił do mnie ojciec pewnej uczennicy. Zamiast lekcji odbyło się w jej szkole spotkanie z prezydentem Tadeuszem Ferencem. Pomyślałam najpierw: No i w porządku, młodzi ludzie mogli porozmawiać z najważniejszą osobą w mieście. Ale nasz Czytelnik widzi to inaczej. Jego zasadniczy zarzut dotyczy tego, że jest przecież rok wyborczy, a prezydent skupił się na swoich dokonaniach dla Rzeszowa. Zapachniało agitacją.

Szkoła opisuje spotkanie. Przepięknie

Spotkanie odbyło się w Zespole Szkół nr 2. Trwało kilka godzin. To szkoła ponadgimnazjalna, część uczniów jest pełnoletnich. – To potencjalni wyborcy. Inni uczniowie są niepełnoletni, a prowadzenie agitacji wyborczej w szkole jest zabronione – zauważa rodzic. I wbija szpilę mediom: – Takie spotkanie z każdym innym kandydatem na prezydenta byłoby przez media opisywane w kategoriach skandalu. Urzędujący prezydent, nie niepokojony przez nikogo, jeździ od szkoły do szkoły, nie bacząc na polityczny kontekst.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej