– 30 lipca trafił do nas 18-letni chłopak. Pacjent rzucał się, był agresywny, miał napady szału. Nie mogliśmy z nim nawiązać kontaktu. Objawy jednoznacznie wskazywały, że chłopak jest pod wpływem dopalaczy – mówi Mariusz Jednakiewicz, kierownik Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii w Wojewódzkim Szpitalu Klinicznym nr 1 w Rzeszowie. – Podobne objawy są po narkotykach. Z tym że kilkanaście razy łagodniejsze. Pacjenci po narkotykach są otumanieni, kontakt z nimi jest znacznie utrudniony. W przypadku zażycia dopalaczy dochodzi do tego agresja, często w ogóle nie ma kontaktu z pacjentem – tłumaczy dr Jednakiewicz.

Stan chłopaka lekarze określili jako bardzo ciężki. Kolejno przestawały działać narządy: wątroba, nerki, serce… Został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Po sześciu dniach zmarł.

– Podjęliśmy leczenie, ale organizm pacjenta nie reagował. Praktycznie nie było szans na uratowanie go. Zgon nastąpił w wyniku niewydolności wielonarządowej – mówi lekarz.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej