Wyborcza to Wy! Informację o tej sprawie otrzymaliśmy od Czytelnika. Wiesz o czymś ważnym lub ciekawym? Poinformuj nas! Wyślij e-mail na adres listy@rzeszow.agora.pl lub wiadomość na Facebooku. Można też zadzwonić 17 780 30 00.

Pani Agnieszka z Rzeszowa wybrała się z mężem 17 sierpnia uczcić rocznicę ślubu. Wsiedli do jednego z rzeszowskich autobusów. Na kolejnym przystanku kontrolerzy chcieli sprawdzić ważność biletów. – Tłumaczyliśmy, że dopiero wsiedliśmy i właśnie je kupujemy. Mieliśmy też wydrukowane jedno potwierdzenie zakupu. Kolejnego już nie otrzymaliśmy, bo prawdopodobnie zablokowano wydruk. Między jednym a drugim przystankiem minęły dwie minuty, nie zdążyliśmy skasować biletów. Kontrolerka nie chciała słuchać i ukarała nas mandatem – mówi pani Agnieszka.

"Pasażer powinien posiadać bilet w chwili wejścia do autobusu"

Małżeństwo przyjęło mandaty, bo była szansa na odwołanie się od decyzji w Zarządzie Transportu Miejskiego. Monitoring miał potwierdzić to, że kontrolerzy weszli do autobusu w trakcie kupowania biletów. Pani Agnieszka złożyła odwołanie, na które dostała odpowiedź 11 września. Odpowiedziała jej sama Anna Kowalska, dyrektor ZTM. Mandat nie został anulowany. Padła jedynie propozycja rozłożenia go na raty. – W uzasadnieniu pani dyrektor napisała m.in., że „brak możliwości nabycia biletu w biletomacie znajdującym się w pojeździe, nie zwalnia podróżnego z obowiązku posiadania przy sobie ważnego biletu na przejazd danym autobusem, ponieważ jest to sprzedaż doraźna. Pasażer powinien posiadać bilet w chwili wejścia do autobusu” – cytuje pismo pani Agnieszka. – Po co Rzeszów, „Stolica Innowacji", kupuje takie nowoczesne autobusy, w których biletomaty traktowane są jako "sprzedaż doraźna"? – dodaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej