– My zawsze optymistycznie patrzymy na świat. Chcemy te wybory… – już myślałam, że Lucyna Podhalicz, szefowa Prawa i Sprawiedliwości w Przemyślu powie mi, że jej partia chce wygrać. Że 21 października większość wyborców w rodzinnym mieście marszałka sejmu Marka Kuchcińskiego do urn wrzuci głosy oddane na rządzącą partię.

A to przecież niemożliwe. Szefowa partii i pełnomocnik wyborczy w jednym musi sobie z tego zdawać sprawę. Dlatego pełne zdanie, które wypowiada na początku naszej rozmowy brzmi:

– Chcemy te wybory dobrze przeprowadzić.

Dlaczego, wiele dni przed wyborami, nawet ona nie może powiedzieć, że PiS w Przemyślu wygra? Czy znudziła się tej partii władza? Czy chce oddać to piękne zabytkowe miasto przy granicy polsko-ukraińskiej walkowerem? Nic z tych rzeczy. Stało się coś innego.

PiS chce sześciu mandatów. Na 23

Lucyna Podhalicz jest nie tylko szefową partii w mieście i pełnomocnikiem wyborczym komitetu PiS. Jest też bardzo bliską współpracownicą marszałka Kuchcińskiego. Była dyrektorem jego biura, przewodniczącą rady miasta w mijającej kadencji. Od lutego tego roku jest wicewojewodą podkarpacką.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej