Małgorzata Bujara: – Czy Wojciech Bakun to bardziej dżuma czy cholera?

Wojciech Bakun, prezydent elekt Przemyśla: – Wiem, do czego pani nawiązuje (śmiech).

Wyborcy PO i Nowoczesnej w Przemyślu przed drugą turą, do której nie wszedł ich kandydat, właśnie tak opisywali dylemat w sprawie głosowania. Mieli do wyboru kandydata PiS i kandydata Kukiz’15, czyli pana.

– Nie czuję się oczywiście ani dżumą, ani cholerą. Chyba też nie byłem jednak takim złym wyborem, skoro w zasadzie cały elektorat kandydata Koalicji Obywatelskiej poszedł na wybory w drugiej turze i oddał na mnie głos. W 2014 r. do drugiej tury przeszedł Robert Choma, czyli kandydat Regia Civitas, i Wojciech Błachowicz z PO. Wtedy w drugiej turze frekwencja była o 13 proc. niższa niż w pierwszej. W tym roku mieliśmy zupełnie inną sytuację. W pierwszej turze była w mieście prawie 49-procentowa frekwencja i taka sama w drugiej. Wyborcy Koalicji Obywatelskiej zobaczyli, że nie taki Kukiz’15 przystawka, jak go malują. Że nie można nas utożsamiać z PiS. Myślę tu o zamieszaniu z rejestracją list PiS. To mój komitet pilnował wtedy całej tej sprawy w Przemyślu. O tym, że nie po drodze nam z tą formacją, świadczyła też forma walki PiS ze mną. W zasadzie cały PiS walczył z jednym Bakunem.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej