12-letni Daniel zniknął w listopadowe popołudnie, dwa dni błąkał się po lesie. Kiedy został odnaleziony, ojca aresztowano, matkę zawieziono do szpitala, a dziewięcioro dzieci – do ochronki.

Lubił wyjść i wędrować

Izdebki w gminie Nozdrzec w powiecie Brzozów. Połowa drogi między Rzeszowem a Ustrzykami Dolnymi. Daniel jest najstarszy z rodzeństwa. Ma trzech braci i sześć sióstr. Najmłodsza jest dziewczynka, która jeszcze nie skończyła dwóch lat.

– Asia, matka, rodziła rok po roku. Wiecznie z brzuchem chodziła. Jeździła z taczkami po zakupy do sklepu, nosiła węgiel w wiadrach. Z tym brzuchem – opowiada sąsiad rodziny S. – Jej mąż Krzysztof do roboty to nie bardzo był. Za to gotować umiał, coś tam dzieciakom pichcił.

O pierworodnym państwa S. mówi się w Izdebkach, że cichy, małomówny i chodzi własnymi ścieżkami. Lubi wyjść z domu i wędrować. Dookoła same lasy, pagórki. Jak długo nie wraca, rodzice dzwonią na policję, bo Daniel jest leczony neurologicznie, ma problemy z komunikowaniem się, stroni od ludzi.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej