Bieszczady dzikie inaczej

Kilka dni temu na facebookowym fanpage’u Bieszczadzcy Mocarze pojawiło się zdjęcie, na którym widać terenówkę ścigającą wilka. Zrobił je Mateusz Matysiak, fotograf, który był akurat w pracy. „Przykro o tym pisać, ale złość, gniew, irytacja, by kolokwialnie nie rzec wku*w ni diabła przemilczeć nie pozwolą! Bieszczady od kilku lat »dzikie inaczej” (od dzikich turystów rzecz jasna, bynajmniej nie od dzikich zwierząt jak niegdyś) dają się coraz częściej we znaki przyrodzie... Otóż nie mieliśmy dziś z watahą dobrego wieczoru. I pół biedy z moim całodniowym, zmarnowanym wyczekiwaniem w przeklętym wietrze na jakikolwiek ruch słodko śpiących cały dzień wilków. Ale bezczelnemu, bezpardonowemu Krakusowi w wyprawowym grand cherokee’m z szeroko uśmiechniętą pasażerką odpuścić nie sposób. Bo czy ktoś taki, kto gania na pełnym gazie watahę wilków po bieszczadzkich, chronionych bezdrożach (z dala od dróg i stokówek), zasługuje na milczenie i bezczynność?!” – napisał Matysiak w poście ze zdjęciem na Facebooku.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej