9-letnia bokserka, kiedy trafiła do Kundelka, miała na imię Princessa. – Ale nasza córeczka Michalinka nadała jej nowe imię. To Mia – opowiada pan Mirosław.

Życie Princessy się załamało, ale miała szczęście

Dziewięcioletnia bokserka nie od razu trafiła do rzeszowskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt Kundelek.

– Jej właścicielami było starsze małżeństwo. Ci państwo nie byli w stanie zaopiekować się Princessą – wspomina Halina Derwisz, szefowa Kundelka. – Zwrócili się do nas o pomoc – dodaje.

Schronisko jest jednak azylem dla bezdomnych zwierząt, więc Princessa nie mogła tu trafić. – Zaproponowaliśmy jej właścicielom kontakt ze stowarzyszeniami ratującymi boksery w potrzebie – opowiada Halina Derwisz.

Tam nie uzyskali wsparcia. Była jeszcze jedna opcja. Psem chciał zaopiekować się syn właścicieli, ksiądz. Jednak jego przełożony nie wyrażał zgody, by na plebani zamieszkał pies. Zdesperowani właściciele wrócili z prośbą do Kundelka.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej