– Skończyły się święta, trzeba znów zacząć rozmawiać z ludźmi i mówić im o tym, jakie zagrożenia wiążą się z tym zakładem - mówi Dariusz Wojciechowski, szef Stowarzyszenia Proekologicznego „Czyste Ustrzyki Dolne". Stowarzyszenie od kilku tygodni alarmuje o zagrożeniu, jakim może być w przyszłości dla miasta i regionu fabryka produkująca węgiel drzewny. Na profilu stowarzyszenia pojawiły się grafiki z napisami Ustrzyki Dymne.

Inwestorem jest firma Gryfskand, która na licytacji komorniczej kupiła część terenów, na których do 1991 roku znajdowało się Przedsiębiorstwo Przemysłu Drzewnego Ustjanowa, produkujące płyty wiórowe. Firma z Gryfina ma zamiar produkować węgiel drzewny i brykiety. Rocznie będzie przerabiać 80 tys. m sześciennych twardego drewna, głównie buka.

Nie wierzą Gryfskandowi

- Coraz więcej wiemy na temat tej inwestycji. Ostatnio jeden z kolegów wyczytał, że rocznie z tego zakładu będzie emitowane 28 tys. ton pyłów. Gdzieś te pyły spadną. Firma zapewnia, że istniejące już zakłady Gryfskandu są ekologiczne i przyjazne dla środowiska. A my wiemy, że tam, gdzie te zakłady są, ludzie protestują. Firma płaci mandaty, ale co znaczy kilkusetzłotowy mandat dla takiej firmy – stwierdza Wojciechowski.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej