– To jest specyficzny blok, ludzie razem piją, a potem rozpoczynają bójki. Następnego dnia, kiedy wytrzeźwieją, mówią na przykład, że się przewrócili – mówi Andrzej Walczyna, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Stalowej Woli. Adres „perszinga” to ul. 1 Sierpnia 11, komenda policji mieści się przy tej samej ulicy. Policjanci nie mają daleko na interwencje, a te zdarzają się bardzo często.

Pamiętam nieboszczyków leżących na klatce schodowej

W „perszingu” są 42 mieszkania. Wszystkie zajęte przez lokatorów. Przeważają osoby samotne, pary – małżeństwa, konkubinaty. Jest jedna rodzina z dzieckiem, 10-letnim synem. To jedyne dziecko w bloku. Ojciec 10-latka, pan Krzysztof, jest jednym z mieszkańców z najdłuższym stażem w „perszingu” – ponad 30 lat. Od dwóch stara się o lokal w innym bloku. – Mam niewidomą żonę, mieszkamy na pierwszym piętrze. Staram się o mieszkanie na parterze, chcielibyśmy zamieszkać w spokojniejszej okolicy – mówi pan Krzysztof. W ciągu 30 lat w „perszingu” widział wiele. – Teraz jest spokojniej, ale kiedyś tu się działo. Pamiętam nieboszczyków leżących na klatce schodowej. Jeden facet zabił sąsiada. A raz inny gość chciał się powiesić na sznurze przez okno. Tyle że sznur nie wytrzymał, urwał się, i chłop spadł na chodnik. Jak leżał na dole, to jeszcze charczał – opowiada mężczyzna.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej