4 stycznia w Koszalinie doszło do tragedii. W pożarze escape roomu zginęło pięć nastoletnich dziewcząt.

Odtąd w całym kraju trwają kontrole pokoi zagadek. Wiele z nich zostało zamkniętych. Okazało się, że aż roi się tam od nieprawidłowości. Do tej pory takie kontrole nie były prowadzone.

Jak znosi to branża?

Jednym z pierwszych lokali na Podkarpaciu, który przeszedł kontrolę straży pożarnej, była rzeszowska Exitmania. – Przyszli do nas w sobotę rano. Nie mieli większych zastrzeżeń – opowiada pani Patrycja, która wspólnie z mężem od trzech lat prowadzi Exitmanię. Urządzili tu dwa pokoje zagadek: „Szpital psychicznie chory” i „Zaczarowany las”. Do niedawna na brak klientów nie narzekali. – Teraz odnotowujemy spadek rzędu 60 proc. w stosunku do zeszłego roku – mówi pani Patrycja.

Podaje przykład: jeszcze w grudniu w soboty, najbardziej oblegane dni, miała po 8, 10 grup. Teraz ma dwie. Cena za wynajęcie pokoju na godzinę to około 100 zł. Z tysiąca zł dziennie robi się 200 zł.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej