Andrzej Lutak miał 27 lat

Był 3 grudnia, kiedy rankiem wybrał się do lekarza. Potrzebował opinii chirurga do badań okresowych. Dzień wcześniej dowiedział się, że otrzymał upragniony etat kierowcy. Do lekarza nie dotarł.

Marzył o takiej właśnie pracy

– Praca kierowcy była zawsze jego marzeniem – mówi Leszek Lutak, ojciec ofiary. – Zaraz po Nowym Roku dzwonił do mnie szczęśliwy, że nareszcie dostał etat – wspomina.

Andrzej starał się o pracę kierowcy w jednej z firm kurierskich. Łatwo nie było, bo konkurencja była duża. Przez sześć miesięcy okresu próbnego trzeba było się wykazać umiejętnościami, dyspozycyjnością i jakością relacji z ludźmi. – Bo to przecież praca, w której dyscyplina, punktualność i łatwość kontaktów z ludźmi są priorytetami. Na ośmiu kandydatów tylko Andrzej i jeszcze jeden kierowca zostali zakwalifikowani – mówi Leszek Lutak. – I właśnie 3 grudnia rano szedł do chirurga, by wykonać badania niezbędne do podjęcia pracy kierowcy na etacie. – I nie doszedł – pan Leszek zawiesza głos.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej