Jerzy Tur i Barbara Tondos – te nazwiska zna każdy, kto interesuje się zabytkami na Podkarpaciu. Oboje w latach 60. ub. wieku pracowali w służbach konserwatorskich w Rzeszowie. W latach 1955-2009 prowadzili działania inwentaryzacyjne na terenie Polski południowo-wschodniej. Pozostawili po sobie tysiące zdjęć, dokumentów i szkiców. Po ich śmierci materiały odziedziczyła Katarzyna, ich jedyna córka.

Tata

– Miałam najpiękniejsze dzieciństwo, zupełnie inne niż moi koledzy i koleżanki. Rodzice pochłonięci pracą, która była ich pasją, zabierali mnie ze sobą prawie wszędzie: na sesje naukowe, w teren, na prace konserwatorskie. Dało to taki efekt, że zawodowo poszłam w ich ślady – wspomina Katarzyna Tur-Marciszuk, podobnie jak jej rodzice z wykształcenia historyk sztuki, pracuje w Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków w Lublinie.

Ojciec, Jerzy Tur, urodził się na Zamojszczyźnie. W Warszawie studiował historię sztuki. – Miał pracować w Warszawie, ale zrządzeniem losu trafił do Rzeszowa. Był 1956 rok, ochrona zabytków wówczas raczkowała. Obiektów, którymi trzeba było się zająć, był ogrom.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej