Magdalena Mach: Spektaklu „#chybanieja” publiczność jeszcze nie widziała, a już ma on łatkę obrazoburczego. Jak się pan czuje w roli artysty, który szokuje i obraża uczucia religijne, zanim jeszcze pokazał swoje dzieło?

Paweł Passini*: Nie mogę powiedzieć, żeby mi na takich opiniach zależało. Próbujemy tym spektaklem rozmawiać z tymi widzami, którzy chodzą do kościoła albo kiedyś chodzili i może chcieliby chodzić znowu.

Mam wrażenie, że żyjemy w takim momencie, kiedy religijność zmienia swój charakter. A ci wszyscy, którzy teraz uderzają w ten spektakl, za kilka, kilkanaście lat zrozumieją, że to być może był już ostatni moment na rozmowę o tym. Obawiam się, że jeśli teraz nie zaczniemy rozmawiać na temat problemów Kościoła poważnie, czyli bez tej niemożliwej hipokryzji, która temu tematowi towarzyszy, to potem będzie już za późno.

A tymczasem został pan przez prezydenta Rzeszowa postawiony w sytuacji, w której musi pan udowadniać, że nie jest wielbłądem. Że spektakl nie obraża nikogo.

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej