Weronika w czerwcu kończy 18 lat. Choruje od urodzenia, diagnoza została postawiona, gdy miała pół roku. Zaczęły słabnąć jej mięśnie. Leżała w szpitalu i oddychała przez respirator.

Spokojnie, Weruś

Od 16 lat Weronika jest pod opieką mamy w domu. Pani Beata zajmuje się córką przez całą dobę. Utrzymują się głównie z pensji męża, który pracuje w firmie ochroniarskiej. Do tego dochodzi zasiłek dla Weroniki.

Choroba dziewczyny postępuje.

– Przy Werci muszę być cały czas. Trzeba ją przewracać, odsysać, karmić i przebierać. – Tak mi jej szkoda, bo taka mądra i kochana dziewczyna. Rozmawiam z nią, jak to z nastolatką. Pokazuje mi wszystko na piktogramach, bo przez rurkę trudno jest jej mówić. Ja ją rozumiem, bo przez tyle lat już wiem, co chciałaby powiedzieć – mówi pani Beata. – Często mówi mi: „Takie to życie okrutne”. Pytam: „Weruś, czemu?”. Mam o rok młodszego od niej syna, który ma sympatię, spotyka się z dziewczyną. To takie pierwsze nastoletnie miłości. I Weronika mi mówi, że też chciałaby mieć chłopaka, że nie ma nawet kolegów. Tak mi się zrobiło przykro. Nie wiem, co mam jej odpowiedzieć, więc mówię tylko: „Weruś, dopiero będziesz miała 18 lat. Spokojnie, znajdziesz sobie chłopaka, bo jesteś ładną dziewczyną”. Muszę chociaż trochę ją jakoś rozweselić, ale samej nie jest mi łatwo – dodaje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej