Bieszczadzkie niedźwiedzie rozsławił leśniczy Kazimierz Nóżka. Dzięki jego filmikom zamieszczanym na stronie Nadleśnictwa Baligród od miesięcy obserwujemy niedźwiedzicę z dwoma młodymi niedźwiadkami: Lesiem i Grzesiem. Zwierzęta są sympatyczne, baraszkują. No po prostu sama słodycz. Oglądając te filmiki, możemy zapomnieć, że niedźwiedzie to największe w Bieszczadach drapieżniki.

I nagle usłyszałem ryk niedźwiedzia

Pan Stanisław jest trochę onieśmielony zainteresowaniem, którym się cieszy od kilku dni. Wolałby, żeby nikt go już nie pytał o spotkanie z niedźwiedziem. Leży w sanockim szpitalu, czuje się już w miarę dobrze i chciałby jak najszybciej wrócić do domu. – Może przed świętami lekarze mnie wypuszczą – mówi z nadzieją w głosie.

Mieszka w Prełukach, niewielkiej leśnej osadzie w dolinie Osławy. Z Komańczy można dojechać samochodem leśną drogą, z Cisnej trzeba przejść szlakiem przez Chryszczatą i Duszatyn. I właśnie na Chryszczatą wybrał się w ubiegłą sobotę pan Stanisław. Ma 57 lat. Przez lata pracował jako robotnik leśny, był pilarzem. Praca w lesie jest ciężka, wyczerpująca. Podupadł na zdrowiu, teraz jest na zasiłku rehabilitacyjnym. Las daje czasem dodatkowy dochód: na przełomie zimy i wiosny można znaleźć poroża, jesienią zbiera się grzyby.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej