Na siatce zniszczonego płotu zawisły dwie kartki. Odręcznie napisane. Czytam: „Protest przeciw polityce społeczno-socjalnej. Stop eutanazji! Bardzo chory, niepełnosprawny, zapomniany, żyjący w ubóstwie, bez lekarstw i opieki lekarskiej, bez ciepłego posiłku i godności osobistej. Ryszard”.

Na dole druga kartka: „Prawo i niesprawiedliwość”.

Coś we mnie pękło

– Wywiesiłem je kilka dni przed świętami. Zbliżała się Wielkanoc, radosny czas, a ja nie miałem nawet na leki ani na jedzenie. Coś we mnie pękło – opowiada Ryszard Kościółek. 

– Nauczyciele skończyli strajk, zawiesili go, a ja zaczynam – tak sobie pomyślałem. Zresztą od początku popierałem protest nauczycieli, uważam, że trzeba walczyć z niesprawiedliwością w tym kraju – kontynuuje.

Wywiesił te plakaty, a chciał więcej. – Chciałem jeszcze zrobić taki większy baner na cały płot, niestety nie miałem jak. Jak pojadę do Rzeszowa, to może gdzieś zdobędę jakie prześcieradło – zastanawia się mężczyzna.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej