Grzegorz Braun: – Szczęść Boże! Głosy z tłumu: – Daj Boże, daj Boże!

Ostatni dzień marca, niedziela. Do Krosna na Podkarpaciu przyjeżdża Braun. Już wiadomo, że będzie liderem podkarpackiej listy Konfederacji, czyli sklejki KORWiN, Braun, Liroy i Narodowcy. Hotelowa sala się zapełnia, przyszło 130 osób. Starsi się rozsiadają, rozpinają kurtki. Młodzi chłopcy zajmują miejsca w pierwszych rzędach. – To jeszcze zdrowaśkę za ojczyznę – zachęca Braun księdza, który również zasiadł na widowni. Ksiądz wychodzi na środek i odmawia modlitwę.

Braun nie siada. Krąży po sali, opiera się o stół. Podobnie zachowuje się wszędzie, gdzie w kampanii zajrzy. A zagląda często. – Chcecie nas podpromować? – pyta niby żartem Tomasz Buczek, szef Ruchu Narodowego na Podkarpaciu, gdy prosimy o przesłanie harmonogramu spotkań. I opowiada, że frekwencja jest duża. Nawet na tych zapowiadanych z dnia na dzień zjawia się setka ludzi. A spotkań w każdym dniu są dwa. Braun jeździ do miast powiatowych albo tych jeszcze mniejszych.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej