Małgorzata Bujara: Temat: „Tylko nie mów nikomu”…

Lucyna Krawiecka: Tak, obejrzałam. To film niezwykle ważny i cenny, bardzo prawdziwy. Ale jeśli chodzi o pokazanie postawy kościelnych hierarchów, niczym mnie nie zaskoczył, niczym nie zszokował. Bo ja to wszystko wiem, ja to wszystko widziałam i przeszłam.

Prawie 20 lat temu odbijałam się od kościelnego muru, zostałam odprawiona przez arcybiskupa Michalika z niczym z kurii.

Potem, po moim zgłoszeniu sprawy prokuraturze, parafianie słuchali jego listu pasterskiego. Stanął wprost po stronie księdza, współczuł mu, a nas oskarżył, że wywodzimy się od ojca kłamstwa. Czyli szatana.

O czym wg Ciebie jest film braci Sekielskich?

Myślę, że jego tematem nie jest pedofilia jako taka. I dlatego tak mnie dziwią te komentarze, że pedofil zdarzyć się może wszędzie, że każde środowisko jest tym skażone, że to jest czepianie się Kościoła. To po pierwsze nieprawda, bo w Kościele jest tego więcej, a po drugie ten film najbardziej jest o hierarchach. O tej zepsutej, przesiąkniętej głowie, czapie Kościoła. O tym, że oni wszyscy kryją się wzajemnie, kryją potworne zło. To pokazuje, że Kościół stoi na fałszywych fundamentach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej