Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Odkryłam to miejsce przypadkiem. Trzy lata temu, gdy jechałam pociągiem do Przemyśla. Moim oczom ukazał się tajemniczy, neogotycki budynek z ciemnoczerwonej cegły. Zrujnowany, z połamanymi wieżyczkami i wybitymi szybami w oknach.

Budynek bardzo mnie zaintrygował. Tym bardziej że przez kilkanaście lat mieszkałam w tych rejonach, na osiedlu Tysiąclecia. A o tych terenach nie miałam zielonego pojęcia. Do kogo należy ruina z wieżyczkami? Kiedy powstała? I czy ktokolwiek w Rzeszowie ma pojęcie o jej istnieniu?

O budynku przypomniałam sobie niedawno. Postanowiłam go odszukać. Ale jak się okazało, dotrzeć tu wcale nie jest łatwo. Od Wisłoka nie ma żadnej drogi prócz wydeptanej błotnistej ścieżki. Zdecydowanie prościej jest od ul. Batorego – jest jednak drobny haczyk. Na murze okalającym tereny PKP znajduje się tabliczka z informacją „Wstęp wzbroniony pod karą grzywny”. – Teoretycznie jest to teren prywatny, jak wszystkie tereny należące do PKP. Jak ktoś panią zobaczy, będzie mandat. Ale proszę przyjść w niedzielę, nikogo tu nie ma – powiedział mi szczerze jeden z dyżurnych Straży Ochrony Kolei w Rzeszowie.

Więc poszłam. Okazało się, że kilka metrów od ul. Batorego istnieje miejsce, w którym czas się zatrzymał. Miejsce, które codziennie mijałam w drodze na uczelnię, do centrum miasta, na zakupy. Tuż za bramą jest plac i kilka czynnych budynków kolejowych. Dalej zaczyna się ścieżka, która prowadzi wzdłuż torów. Mijam garaże i opuszczone baraki. Słyszę szczekanie psów. To psy służbowe, obronno-tropiące, które pomagają w pracy strażnikom ochrony kolei. Są trzymane w specjalnych boksach, na łańcuchach. Obok boksów – zardzewiała brama z literami SOK – Straż Ochrony Kolei. Za bramą – plac szkoleniowy dla psów.

Idę dalej. Na końcu ścieżki znajduję „mój” budynek. Z bliska robi jeszcze większe wrażenie. Wręcz przerażające. Jest zamknięty na cztery spusty. Widnieje na nim tabliczka: „Teren niebezpieczny, wstęp surowo wzbroniony”. Widać, że popada w ruinę. Okna są powybijane. Cegły odpadają. Wieżyczki, które nadają obiektowi neogotycki klimat, są połamane. Obok niego stoją jeszcze dwa budynki. Jeden – niski, przypominający stary dom – w równie fatalnym stanie. Ma okna zabite dyktą, dach się sypie. Ale drugi to już inna bajka. Z ogródkiem, iglakami i odnowionym dachem. Szczeka pies. Czyli ktoś tu mieszka.

Dalej ścieżka się kończy. Teren opada w dół, w kierunku Wisłoka. Po lewej widać most kolejowy na rzece, po prawej – kładkę serwisową pomiędzy ciepłociągami. Wszędzie pełno krzaków, zarośli i niekoszonej trawy. Kilka butelek. Śmieci.

Ładna stacja pomp

Teraz fakty. Kompleks trzech budynków, w których skład wchodzi ruina z wieżyczkami, to tzw. dawna stacja pomp i filtrów PKP. Budynki te powstały na początku XX wieku, między 1908 a 1910 rokiem. Wchodzą w skład zespołu budynków stacyjnych wybudowanych przed I wojną światową. Razem z m.in. dworcem, kładką dla pieszych nad torami, halą naprawy wagonów, parowozownią i wieżą ciśnień. Obiekt z wieżyczkami ma podobną architekturę do budynków PKP przy ul. Batorego – dawnych koszar kolejowych. Powstały w tym samym czasie, prawdopodobnie według projektu tego samego architekta.

W budynku głównym – tym z wieżyczkami – mieściła się stacja pomp i filtrów. Dwa pozostałe obiekty to budynek magazynowy i dom mieszkalny. Jak opowiada Marek Stanoch, który pracuje w biurze zajmującym się zarządzaniem nieruchomościami PKP na Podkarpaciu, takie budynki znajdowały się przy wszystkich dworcach kolejowych. Mniej lub bardziej okazałe – niektóre wyglądają jak zwykłe domki, inne mają bogatą architekturę – zdobienia, wieżyczki, łuki. Rzeszowska stacja pomp należy do tych ładniejszych.

– Pompy, które się w nich znajdowały, miały za zadanie dostarczać wodę do lokomotyw. Woda brana była z ujęcia na Wisłoku, skąd trafiała do wieży ciśnień i dalej, na dworzec, do zaworów napędzających lokomotywy wodą. Do dziś wewnątrz budynku znajduje się węzeł energetyczny – mówi Stanoch. Stacje pomp pełniły niegdyś jeszcze jedną ważną rolę. Służyły na wypadek awarii wodociągów na dworcu.

Od lat budynek jednak takiej roli już nie pełni. Popada w ruinę. W biurze prasowym PKP dowiedziałam się, że budynek pompowni i filtrów i magazyn zostały wyłączone z eksploatacji ponad 10 lat temu. – W ubiegłym roku przeprowadziliśmy prace porządkowe i zabezpieczające na tym terenie prace – mówi Aleksandra Grzelak z biura prasowego PKP w Krakowie, pod które podlega Rzeszów.

Czasem bywają tu strażnicy ochrony kolei. Przychodzą, sprawdzają, czy nikt się nie włamał, i idą dalej. – Naszym zadaniem jest ochrona budynków kolejowych przed kradzieżą i dewastacją. Ale priorytetem w naszej pracy jest ochrona zdrowia i życia pasażerów kolei – słyszę od dyżurnego SOK.

Podobnie w zarządzie nieruchomości PKP. – My go tylko sprawdzamy i nadzorujemy – mówi Stanoch.

Sadzą kwiatki pod ruiną

Największym zaskoczeniem dla mnie było to, że ten zapomniany przez świat zakątek jest dla kogoś miejscem do życia. Dom – jeden z trzech obiektów wchodzących w skład stacji pomp – jest wciąż zamieszkały.

Przed laty był mieszkaniem dla pracowników kolei, którzy obsługiwali stację pomp. Od 19 lat zajmuje go pani, która jest pracownicą Zakładów Linii Kolejowych w Rzeszowie. Mieszka tu z rodziną.

Kobieta nie chce ujawniać nazwiska. Jak mówi, przyzwyczaiła się do spokoju, jaki tutaj ma. Choć nie zawsze było tak spokojnie. – Zdarzało się, że w ruinie nocowali bezdomni. Był strach, kupiłam psa. Teraz jest lepiej. Największym problemem jest fatalna droga dojazdowa do miasta – opowiada kobieta. Mówiąc „droga dojazdowa”, ma na myśli tę wąską ścieżkę między garażami a torami.

Czasem doskwiera brak sąsiada. W domu zawsze musi ktoś być – na wszelki wypadek. A goście? – Tabliczka z zakazem wstępu miała sens wiele lat temu, gdy faktycznie ktoś tu siedział i nadzorował tereny kolejowe. Teraz nikogo tu nie ma, nasi goście nie potrzebują specjalnego pozwolenia na wjazd – mówi kobieta.

Dom, podobnie jak stacja pomp i budynek magazynowy, jest wpisany w gminną ewidencję zabytków. Jednak udało się go wyremontować. – Remontowaliśmy go prawie rok. Odnowiliśmy dach, wstawiliśmy nowe okna. Dbam o otoczenie, mam ogródek, przycinam iglaki, sadzę kwiatki. Do ruin już się przyzwyczaiłam, nie robią na mnie większego wrażenia – kończy kobieta.

Nowe życie dla kolejowych budynków?

Jest w Rzeszowie jeszcze kilka osób, które znają te tereny i są nimi żywo zainteresowane. Między innymi Barbara Stopyra z rzeszowskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. – Tak jak pani, ja również przypadkiem natrafiłam na stację pomp. Byłam w okolicach ul. Chocimskiej, gdy nagle zauważyłam ten fascynujący obiekt z wieżyczkami. Niepasujący do reszty otoczenia – wspomina Stopyra. Zależy jej na tym, by budynek nie popadł w kompletną ruinę.

Dalsze losy rzeszowskiej stacji pomp będą zależeć od jej właściciela, czyli PKP. – Spółka ma w planach sprzedaż nieruchomości. Być może przekażemy ją na rzecz samorządu. Ewentualne działania w tym zakresie wymagają jednak zakończenia trwającej modernizacji linii kolejowej, a następnie przeprowadzenia podziałów geodezyjnych – informuje Aleksandra Grzelak z biura prasowego PKP w Krakowie.

Przekazanie samorządowi byłoby chyba najlepszym rozwiązaniem. Z tym zgadza się Stanoch. – Obiekt ma ciekawą architekturę i pełnił niegdyś ważną funkcję. Niestety niszczeje coraz bardziej. Najlepiej by było, gdyby trafił w ręce miasta. Może wówczas ktoś znalazłby ciekawe zastosowanie dla dawnej stacji pomp – zastanawia się.

Za granicą budynki takie jak stacje pomp często zyskują drugi żywot. Na przykład jako eleganckie apartamenty. W Anglii w ten sposób uratowano stację z 1948 roku. Udało się stworzyć nowoczesne wnętrze, jednocześnie zachowując zabytkową fasadę.

W Polsce jest też kilka przypadków, w których dawne budynki kolejowe dostały nowe życie. Na przykład stacja pomp na Garbarach w Poznaniu. Gruntownie odnowiony kompleks budynków w samym centrum miasta. Albo wodociągi bydgoskie. Zespół budynków kolejowych, w tym wieżę ciśnień i stację pomp, przerobiono na muzeum. Miejsce pomysłowe, ciekawe, przyciągające ludzi.

A jaki los czeka naszą, rzeszowską stację pomp? Miejmy tylko nadzieję, że nie grozi jej wyburzenie.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.