Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kościół w Mielcu wypełnił się po brzegi jeszcze przed godziną 11. Żegnać swojego prezydenta przyszli mieszkańcy miasta, a także przedstawiciele władz samorządowych, politycy. W uroczystości pogrzebowej uczestniczyło 5 tys. osób.

Danielku, jesteśmy z ciebie dumni

Mszę koncelebrował bp tarnowski Andrzej Jeż. Mówił m.in, że wraz ze śmiercią nie wszystko się kończy. - Wraz ze śmiercią niewyobrażalnie wiele się zaczyna. Od pierwszych wieków chrześcijanie wierzyli, że dzień śmierci człowieka to dzień narodzin dla nieba - mówił bp Jeż.

Wspominał też wielką walkę Daniela Kozdęby z chorobą, cztery poważne operacje mózgu. - Nie takiego końca chciał Bóg dla człowieka, i rzeczywiście nie taki jest koniec - podkreślał bp Jeż.

Prezydenta we wzruszającej przemowie pożegnała też jego siostra. Mówiła o szczęściu.

- Danielku, braciszku! Mam nadzieję, że dziś z nami tu jesteś. Patrzysz na nas i słyszysz. Dlaczego jesteśmy szczęśliwi? Bo nauczyłeś nas, że w człowieka warto wierzyć i każdego wysłuchać. Każdego. Bo troszczyłeś się o zgodę w rodzinie. Jesteśmy szczęśliwi i jesteśmy z ciebie, Danielku, bardzo dumni.

CZYTAJ: Zmarł Daniel Kozdęba. Prezydent Mielca przegrał walkę z ciężką chorobą

Żegnaj, przyjacielu

Wśród oficjeli byli m.in. marszałek Władysław Ortyl, prezydenci i burmistrzowie miast z regionu i z Polski, m.in. Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, i były poseł Wojciech Olejniczak. W mowach pożegnalnych powtarzało się sformułowanie: "żegnaj, przyjacielu".

W drodze na cmentarz komunalny kondukt zatrzymał się przed Urzędem Miejskim, gdzie przed wejściem głównym umieszczone zostały zdjęcie prezydenta, flaga i znicz - tam kwiaty złożyli wiceprezydent Jan Myśliwiec i sekretarz miasta Monika Szczodry. W trakcie składania trumny do grobu hołd prezydentowi oddali piloci z mieleckiej Szkoły Pilotażu Royal Star - trzy samoloty piper senca dwukrotnie przeleciały nad cmentarzem - Daniel Kozdęba także szkolił się w pilotażu.

Daniel Kozdęba był prezydentem Mielca pierwszą kadencję, wygrał wybory w 2014 roku. Przez kilka lat walczył z ciężką chorobą, ale nie poddawał się.

Był wspaniałym człowiekiem.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.