Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Quinghuę Zhang-Żyradzką, która uczy chińskiego w liceach, poznaję w gabinecie Marka Plizgi, dyrektora III LO w Rzeszowie. Od 17 lat jest żoną Polaka, więc po polsku mówi całkiem nieźle. Problem czasem sprawia jej gramatyka, ale nic w tym dziwnego – mamy jedną z najtrudniejszych na świecie. Wszyscy mówią do niej po imieniu, bo w chińskim nie ma oficjalnych zwrotów takich jak „pan/ pani”. Dopijamy kawę i idziemy na lekcję. To pierwsze zajęcia po wakacjach. Chętni jeszcze się zapisują, ale godzina podporządkowana jest tym uczniom, którzy kontynuują naukę kolejny semestr. Wśród nich jest Agata, która uczy się chińskiego od trzech lat. – Takim uczniom podporządkowujemy godziny, bo wiemy, że im najbardziej zależy na zajęciach – mówi Mieczysław Pasterski, wicedyrektor w III LO. – Chiński jest w naszej szkole już trzeci rok. Niektórym uczniom bardzo zależy na tych lekcjach i przychodzą nawet w okresie maturalnym. Postaraliśmy się nawet, by jeden z naszych uczniów miał ocenę z języka chińskiego na świadectwie. Był bardzo zaangażowany w naukę tego języka i bardzo mu na tym zależało.

„Ni hao”, czyli „cześć”

W sali językowej na Quinghuę czekają cztery dziewczyny, które przyszły na lekcję chińskiego po raz pierwszy, i Agata, która jego podstawy już zna.

Dziewczyny chodzą do różnych klas w III LO. Chiński to dla nich szansa na ciekawe zajęcia. – Jestem naprawdę zadowolona, bo Quinghua to świetna nauczycielka. Uczymy się nie tylko języka, ale mówimy też o tradycjach. Quinghua zwraca dużą uwagę na naszą wymowę. Coraz więcej już rozumiem – mówi z dumą Agata, trzecioklasistka w III LO. I opowiada o sobie: – Jako gimnazjalistka zainteresowałam się krajami azjatyckimi i ich kulturą, dlatego kiedy okazało się, że mogę się uczyć chińskiego w szkole, od razu się zdecydowałam.

PATRYK OGORZAŁEK

Quinghua wita się z uczennicami, pyta te nowe, czy wcześniej uczyły się same chińskiego. Może z książek lub z YouTube’a. Rozkłada też plakaty z czymś, co wydaje się alfabetem. Obce samogłoski i spółgłoski oraz ilustracje to dla początkujących czarna magia. Szybko okazuje się jednak, że to nie alfabet. W chińskim najważniejsza jest tonacja: ta sama głoska różnie zaintonowana w tych samych słowach zupełnie zmienia ich znaczenie. Quinghua tłumaczy, że w Chinach, pokazując dwa palce: kciuk i palec wskazujący, mamy na myśli cyfrę osiem. Dziewczyny próbują czytać krótkie, dwusylabowe wyrazy, żeby wyczuć różnicę w tonacji. Powtarzają za nauczycielką. Chiński brzmi dla mnie bardzo dźwięcznie. Dziewczyny zaczynają od zwykłego „cześć”, czyli „ni hao”. Po kilkunastu minutach wiedzą już, jak się przywitać, przedstawić i zapytać o imię. Później przechodzą do trudniejszej rzeczy – pisania po chińsku. Nauczycielka pisze najpierw sama, wskazując na podstawowe reguły. Każdą kreskę zaczyna się pisać od góry, później osobna kreska w dół, do boku, do góry i znowu od prawej. To już nie jest takie proste, ale powstaje imię zapisane po chińsku. Quinghua uspokaja dziewczyny, mówiąc, że to na początku nie jest najważniejsze. Najpierw będą uczyć się opanowywać ton, później przejdą do pisania, a na końcu wejdą w świat gramatyki.

Lekcje języka chińskiego w III LO w RzeszowieLekcje języka chińskiego w III LO w Rzeszowie PATRYK OGORZAŁEK

Lekcja z herbatką

Pod koniec lekcji przychodzi pora na odrobinę przyjemności. Quinghua wyciąga z torby mnóstwo naczyń: malutkie filiżanki, podstawki, dzbanki. Na stole kładzie też różne rodzaje herbat i przekąski. Chińczycy nie jadają słodyczy, bo dbają o zęby. Do herbaty przegryzamy suszony ryż, prażoną soczewicę i groszek. Małe ziarenka są słonawe, ale bardzo dobre. Dostajemy zieloną herbatę, później o smaku mandarynki i na koniec najlepszą – z kwiatu lilii, jaśminu i jagód goji. Powtarzamy jeszcze podstawy, przedstawiamy się i rozmawiamy o zwyczajach. W Chinach uprzejmość wymaga podawania i odbierania wszystkiego obiema rękami. Dlatego nauczycielka podaje nam herbatę w ten sposób. – To samo dotyczy innych rzeczy. Przyjmując od kogoś np. wizytówkę, odbieramy ją dwiema rękami i czytamy. To oznaka szacunku – wyjaśnia.

W Chinach wszędzie tłum, a tu tak spokojnie

Rozmawiam z Quinghuą o jej przyjeździe do Rzeszowa. – Mój mąż jest Polakiem. Poznaliśmy się w Chinach, kiedy jeszcze studiowałam, na praktykach w firmie Siemens, i tak się zakochaliśmy – opowiada Quinghua. – Później razem byliśmy także na praktykach w Volkswagenie. Dopiero po tym, jak urodziłam dzieci, zdecydowaliśmy się na pracę stałą. Od 2004 r. mieszkamy w Rzeszowie. Na początku trudno było się przyzwyczaić. W Chinach wszędzie jest tłum, a tutaj tak spokojnie – śmieje się Quinghua. – Chińczycy są też bardziej otwartym narodem. Polacy są bardziej skryci. Brakuje mi owoców i warzyw, których tutaj nie ma. Języka uczyłam się z rozmów: z mężem, teściową. Kiedy mam trudności ze zrozumieniem czegoś, rozmawiamy po angielsku. Tak było głównie na początku, kiedy się poznaliśmy – dodaje.

Nauka z sukcesami

Na przeprowadzkę do Rzeszowa zdecydowali się po kilku latach wspólnego pobytu w Anglii, gdzie ich dzieci skończyły szkołę podstawową.

W Rzeszowie Quinghua pracę znalazła w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania, gdzie do tej pory uczy studentów języka chińskiego. – Jestem bardzo zadowolona z moich uczniów. Osiągają najwyższe poziomy zaawansowania znajomości języka i otrzymują certyfikaty, które określa system HSK. Jeden z moich uczniów wyjechał do Chin w ramach wymiany studenckiej, drugi pracuje w liniach LOT – mówi Quinghua.

W Rzeszowie lekcje języka chińskiego finansowane przez miasto odbywają się w I, III, IV i VI LO oraz w przedszkolach, po godzinie tygodniowo. – W przedszkolach prowadzą je studenci WSIiZ z Chin – mówi Agnieszka Siwak-Krzywonos z biura prasowego Urzędu Miasta w Rzeszowie. Rodzice chętnie zgadzają się na udział dzieci w tych zajęciach, nie tylko po to, by dzieci poznały nowy język. Mają nadzieję, że to poszerzy horyzonty maluchom, które mają także poznawać kulturę Chin, zobaczą, jak wyglądają chińskie litery, ale też poznają np. kuchnię.

W skali roku miasto wydaje na lekcje 7,6 tys. zł.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.