Katarzyna Hendzel ma 31 lat, pochodzi z Dąbrówki pod Jasłem. Ostatnio mieszkała i pracowała jako przedszkolanka w Rzeszowie, skończyła tu studia podyplomowe.

Wielkie ropiejące rany

8 czerwca tego roku obudziła się ze śladami ugryzienia w okolicach nadgarstka i opuchniętą ręką. Natychmiast trafiła do szpitala w Rzeszowie. Z minuty na minutę ręka wyglądała coraz gorzej. Kobieta zaczęła tracić przytomność. Wówczas lekarze doszli do wniosku, że przyczyną są toksyny po ugryzieniu prawdopodobnie przez jadowitego pająka.

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej