Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W ciągu ostatnich lat komunikacja miejska w Rzeszowie zmieniła się nie do poznania. Minęły już czasy, kiedy studenci gubili się, którą linią gdzie dojechać, a trasy i godziny kursowania przepisywali z tablic na przystankach. Przede wszystkim zmienił się jednak komfort podróżowania. Stare jelcze już dawno poszły w odstawkę. Zamiast tego po ulicach jeżdżą eleganckie mercedesy i solarisy z wygodnymi siedzeniami i klimatyzacją. W ubiegłym roku miasto zainwestowało także w elektryczne autobusy. Najczęściej obsługują one linie 0A i 0B.

Weź udział w projekcie "Gazety Wyborczej" i szesnastu europejskich mediów
Wypełnij ankietę składającą się z kilku pytań i dyskutuj z mieszkańcami UE o najważniejszych tematach Europy

Studenci nie muszą pytać współpasażerów, którędy na uczelnię, bo mają wszystko w smartfonie i na elektronicznych tablicach wewnątrz autobusów. Nie muszą nawet dobrze znać miasta. Ale dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę ze studiami w Rzeszowie, mam kilka wskazówek, na co zwrócić uwagę, korzystając z komunikacji miejskiej.

Popularne „koło” i nie tylko

Rzeszowska komunikacja miejska to 61 linii (z czego 17 wyjeżdża poza granice administracyjne miasta do podrzeszowskich gmin Boguchwała, Świlcza, Trzebownisko i Tyczyn) oraz trzy miejskie nocne. Miasto ma 31 osiedli, a autobusy MPK dojeżdżają na wszystkie, zatrzymując się na 107 ulicach.

Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie, planując trasy autobusów często robi to tak, by uwzględnić potrzeby uczelni. – Najlepszym przykładem jest os. Zalesie. Tam swoją siedzibę ma Wydział Biologiczno-Rolniczy UR. Jest tam hala sportowa oraz kampus akademicki. Dla studentów, którzy tu przyjeżdżają, od kwietnia specjalnie uruchomiliśmy nową linię nr 50. Zwiększyliśmy też liczbę kursów linii, które już tam jeżdżą. Przygotowujemy także trasę kolejnej osiedlowej linii. Będzie wjeżdżała w głąb osiedla Przybyszówka – informuje Anna Kowalska, dyrektor ZTM.

Najpopularniejsze linie to 0A i 0B, 4, 11, 13, 17, 18, 19, 30 i 34. W dni powszednie kursują one co pół godziny lub częściej.

Popularne „koło”, czyli 0A i 0B – to dwie linie, które każdy student w Rzeszowie znać musi. Prawdopodobnie to właśnie z nich będzie korzystał najczęściej, bo obie dojeżdżają do największych rzeszowskich uczelni.

„Koło” ma najwięcej kursów, bo aż po 86 w dni robocze – od godz. 5 do 23, 47 w soboty oraz 45 w niedziele i dni świąteczne.

Ta linia przejeżdża przez najważniejsze ulice Rzeszowa – zaczyna i kończy kurs przy Dworcu PKP, a po drodze jeździ przez centrum miasta, ul. Dąbrowskiego, al. Powstańców Warszawy, gdzie ma przystanek przy Politechnice Rzeszowskiej, al. Rejtana, gdzie z kolei siedzibę mają Uniwersytet Rzeszowski i WSPiA Rzeszowska Szkoła Wyższa. Ze względu na dużą liczbę pasażerów linię zwykle obsługują autobusy przegubowe. 30 takich pojazdów marki Solaris miasto kupiło w ubiegłym roku.

Równie często, jak „koło” kursuje linia nr 18, która zaczyna trasę na osiedlu Baranówka, przejeżdża przez centrum Rzeszowa (ul. Marszałkowska, Cieplińskiego, Lisa-Kuli), mija Galerię Rzeszów i Politechnikę. Kurs kończy na os. Zalesie. Również przez ścisłe centrum miasta (pl. Wolności, skąd odjeżdża najwięcej autobusów w różnych kierunkach) jedzie linia nr 11. Przejeżdża przez os. Załęże, Pobitno, później Śródmieście, mija Politechnikę, a kurs kończy na al. Niepodległości, niedaleko Uniwersytetu Rzeszowskiego i Millennium Hall – jednej z dwóch największych galerii handlowych w Rzeszowie.

Z kolei linia nr 36 łączy okolice Politechniki z jednym z największych osiedli w Rzeszowie, potocznie zwanym osiedlem bł. Karoliny. Osiedle to, choć oddalone od centrum miasta i obydwóch uczelni, jest jednym z najczęściej wybieranych przez studentów, którzy szukają pokoi na wynajem. Linia nr 36 jeździ raz na godzinę. Także przejeżdża przez centrum miasta – ulice Cieplińskiego, Lisa-Kuli, Dąbrowskiego i dociera na osiedle Słocina.

Wszystkie te linie przejeżdżają obok największego studenckiego klubu w Rzeszowie – Pod Palmą, który mieści się przy ul. Cichej, na miasteczku akademickim Uniwersytetu Rzeszowskiego. Wystarczy wysiąść na przystanku „Powstańców Warszawy Dom Studenta” i przejść w głąb miasteczka. A gdy impreza czy koncert się przeciągną do późnej nocy, powrót zapewni N1, jedna z trzech nocnych linii miejskich. Ma trzy kursy: o północy, o godz. 2 i 4. Przejeżdża przez niemal całe miasto, od os. Baranówka, poprzez os. 1000-lecia, dworzec PKP, al. Piłsudskiego, Cieplińskiego, Lisa-Kuli, Dąbrowskiego, Powstańców Warszawy i dociera na Zalesie.

Czym na Uniwersytet Rzeszowski?

Z kolei na Uniwersytet Rzeszowski i WSPiA Rzeszowską Szkołę Wyższą najprościej dotrzeć, jadąc na al. Rejtana lub al. Kopisto. Oprócz „koła” dogodnym połączeniem z centrum Rzeszowa jest linia nr 19, analogicznie do 18 rozpoczynająca kurs na os. Baranówka i kończąca na Zalesiu. 19 przejeżdża przez pl. Wolności, które w Rzeszowie pełni rolę przystanku przesiadkowego.

Kolejną linią, która kursuje co 20 minut, jest 17. Tą linią spod uniwersytetu dojedziemy w jedną stronę do największego w mieście – Wojewódzkiego Szpitala Klinicznego nr 2 przy ul. Lwowskiej, a w drugą – przez pl. Wolności, Galerię Rzeszów, na osiedla Krakowska-Południe i Kmity. Połączenie na trasie Uniwersytet Rzeszowski – miasteczko akademickie przy ul. Cichej co 15 minut zapewnia m.in. wspomniane „koło”. A linią nr 29 dostaniemy się do akademika UR „Olimp”, położonego przy ul. Siemieńskiego.

Bilety nie rujnują kieszeni studenta

W Rzeszowie w ciągu miesiąca studenci korzystają z miejskich autobusów 1,1 mln razy. Co ich zachęca? Przede wszystkim tanie bilety. Studentów obowiązuje 50-procentowa ulga ustawowa. I tak np. za bilet jednoprzejazdowy płacą jedynie 1,50 zł, zamiast 3 zł. Bilet miesięczny to koszt 44 zł. Jeszcze bardziej opłaca się kupić bilet semestralny na pięć miesięcy, który kosztuje 179 zł. Kupując go, studenci płacą o ponad 70 zł mniej, niż gdyby kupowali miesięczne. Najłatwiej bilet kupić w biletomacie. Te stoją przy wszystkich ważniejszych przystankach w mieście. Warto wyrobić sobie Rzeszowską Kartę Miejską. Samo założenie karty nic nie kosztuje, na niej zapisuje się bilety sieciowe i okresowe. W każdej chwili kartę możemy doładować dowolną kwotą i za jej pomocą płacić za pojedyncze bilety – w kasownikach w każdym autobusie. To tak zwana „elektroniczna portmonetka” i sprawdza się, gdy nie mamy przy sobie drobnych.

ZTM: Rozwijamy komunikację z myślą o młodych

Zarząd Transportu Miejskiego tłumaczy, dlaczego unowocześnianie sieci komunikacyjnej jest tak ważne zwłaszcza z punktu widzenia młodych ludzi. – Każda nasza inwestycja jest naszpikowana najnowocześniejszymi nowinkami technologicznymi. Dążmy do tego, aby w dobie rozwijającej się technologii nasze autobusy, przystanki czy dworzec spełniały oczekiwania osób najbardziej zainteresowanych nowościami, czyli właśnie młodzieży – mówi Anna Kowalska. – Darmowe i ulgowe bilety, połączenia, nowoczesne autobusy, przystanki, wszystko to ma im służyć, dlatego współpracujemy m.in. ze Stowarzyszeniem Rowery-Rzeszów.pl czy Podkarpackim Stowarzyszeniem Miłośników Komunikacji, które tworzą także studenci. Słuchamy ich propozycji, bo przyszłość Rzeszowa zależy od młodych – uważa dyrektor ZTM.

ZTM współpracuje także z rzeszowskimi uczelniami. – Studenci, szczególnie kierunków logistycznych, bardzo często zwracają się do nas z prośbą o udostępnienie informacji do prac dyplomowych. Na podstawie uzyskanych od nas danych, obroniono już wiele dyplomów. Oferujemy także praktyki i staże studenckie. Młodzież podczas takich zajęć zdobywa nowe umiejętności, poznaje zasady funkcjonowania ZTM – opowiada Anna Kowalska.

Nowoczesność zobowiązuje

Nowoczesne rozwiązania w rzeszowskiej komunikacji miejskiej z jednej strony oferują pasażerom komfort, a z drugiej zobowiązują do dbania o autobusy i przystanki. Akty wandalizmu zdarzają się rzadko, bo dzięki kamerom na przystankach i wewnątrz autobusów bardzo łatwo jest namierzyć sprawcę. – Zdarzą się pojedyncze przypadki, że pasażerowie nie do końca zachowują się zgodnie z przepisami porządkowymi obowiązującymi w komunikacji miejskiej. Wymienić tu mogę np. traktowanie siedzeń w autobusach jako loże i trzymanie na nich brudnego obuwia. Bywają również próby oszustwa. Pasażer, chcąc uniknąć zapłaty na bilet albo kary za jego brak, podchodzi do biletomatu, udając, że chce kupić bilet. Wrzuca drobne monety tak, aby na monitoringu było to widoczne, po czym na docelowym przystanku anuluje transakcję i odchodzi – opowiada dyrektor ZTM. Niestety, te metody w naszpikowanych kamerami autobusach się nie sprawdzają. – Każdy taki przypadek możemy zweryfikować i udowodnić oszustwo – mówi Anna Kowalska.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.