Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W sieci krąży mapka, która miała się pojawić na czatach dla migrantów. Pokazuje nową trasę z Białorusi do Niemiec. Szlak prowadzi przez Ukrainę, Słowację, Czechy do Niemiec i Austrii. Ma to być wariant dla tych, którym nie uda się przedostać przez granicę polsko-białoruską.

Migranci. "Interesujemy się problemem, gdy on się do nas zbliża"

– Takie mapki pojawiają się po raz kolejny. Kilka lat temu były rozpowszechniane mapki ze szlakami dla migrantów z południa Europy przez Ukrainę do Polski. Wtedy wszyscy zainteresowali się problemem migracji. Mówiło się, że imigranci zaraz pojawią się w Rzeszowie, że będą autostradą szli na Zachód. To pokazuje, jak postrzegamy świat. Interesujemy się problemem, gdy on się do nas zbliża. A świat jest zglobalizowany. Gdy w Afganistanie czy Pakistanie trwa wojna, a w Afryce z powodu suszy głodują ludzie, to ten kryzys dotrze również do nas – mówi dr Maciej Milczanowski z Uniwersytetu Rzeszowskiego.

Czy możliwy jest scenariusz, że Białorusini przerzucą imigrantów z granicy polsko-białoruskiej na granicę z Ukrainą i będą ich tam zmuszać do nielegalnego przekroczenia granicy? Dr Milczanowski wyjaśnia: – To, co wczoraj było fejkiem, jutro może być rzeczywistością. Każdy scenariusz jest możliwy i musimy być gotowi, żeby reagować. Jesteśmy dużym krajem, mamy za sobą potężne struktury NATO i Unii Europejskiej.

Nie ma kryzysu migracyjnego, jest wojna hybrydowa

Milczanowski podkreśla, że takie mapki mogą być celowymi działaniami dezinformującymi, które są częścią wojny hybrydowej, za którą tak naprawdę stoi Moskwa.

O wojnie hybrydowej otwarcie mówią Ukraińcy. Portal polukr.net cytuje słowa Dmytra Kuleby, ministra spraw zagranicznych Ukrainy, sprzed kilku dni: „Rosja rozpoczęła nowy etap wojny hybrydowej. Wykorzystuje różne typy broni – gaz, uchodźców, zastraszanie, propagandę. Nie ma żadnego »kryzysu migracyjnego na Białorusi" – jest wojna hybrydowa Rosji przeciwko Europie. Celem Moskwy jest stworzenie problemu i zmuszenie reszty świata do jego rozwiązywania wspólnie z Rosją" – czytamy w portalu.

Ukraińcy wzmacniają ochronę granicy

Dla Ukraińców ochrona granicy z Białorusią staje się jednym z najważniejszych zadań. Według ocen ukraińskich służb wywiadowczych w pobliżu granicy białorusko-ukraińskiej może przebywać ok. 5 tys. migrantów.

Ukraińcy przegrupowali na granicę z Białorusią 8,5 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej Ukrainy, policji i służby przygranicznej. Dodatkowo budowa systemu ochrony granicy z Białorusią ma kosztować 17 mld hrywien.

– Nie próbowałem przekraczać granicy ukraińsko-białoruskiej, ale z tego co wiem, to do tej pory nie było większych problemów, żeby przejść ją nielegalnie. Ta granica była nieszczelna. Nie ma na niej rozbudowanej infrastruktury, a do niedawna nie było powodów, żeby jej pilnie strzec. Łukaszenka jeszcze do niedawna udawał sojusznika Ukrainy – mówi Jan Piekło, były ambasador Polski na Ukrainie w latach 2016–2019.

Zakulisowe działania Moskwy

Według Jana Piekły Ukraina może się obawiać, że jeśli Putin będzie chciał wykorzystać migrantów jako pretekst, skorzystać z przestrzeni terytorialnej Białorusi i przeprowadzić atak na Ukrainę, może być bardziej skuteczny.

– Mamy Krym, mamy Mariupol, teraz doszłaby jeszcze północna strona Ukrainy. Ukraina mogłaby mieć ogromny problem, żeby sobie z tym poradzić. Stąd te komunikaty, że w pobliże granicy są wysyłane dodatkowe siły, żeby Ukraina mogła się ewentualnie przygotować na taki atak. Można by konstruować różne scenariusze, podobnie jak konstruuje je Władimir Putin na Kremlu – stwierdza Jan Piekło.

Jego opinię podziela dr Maciej Milczanowski. – Ukraina ma się czego obawiać, bo to Kreml uczestniczy w tych wszystkich działaniach. Robi to tak, żeby nie było bezpośrednich wskazań. Jak my mówimy o tym kryzysie, to mówimy: „Białoruś", jak mówi Unia Europejska, to mówi: „Białoruś – Rosja", a Joe Biden powiedział: „Rosja – Białoruś".

Słowacja: Granica z Ukrainą jest dobrze strzeżona

Sytuacja jest poważna. Jak do możliwości napływu imigrantów przygotowują się polskie i słowackie służby graniczne? Pawol Siwak jest dziennikarzem prywatnej słowackiej stacji Markiza TV. – Śledzę wydarzenia w Polsce. Słyszałem o tym, że spodziewacie się imigrantów, którzy mogą próbować dostać się przez Bieszczady. U nas na Słowacji nie słychać o możliwości napływu nielegalnych imigrantów z Białorusi. Mamy tylko jedną strzeżoną granicę, to właśnie granica z Ukrainą. Tam jest straż graniczna, jest system ochrony: termowizja, noktowizja. Nie wiem, czy realne jest przekroczenie tej granicy – mówi Siwak.

Straż graniczna w gotowości

Polska straż graniczna liczy się z możliwością napływu nielegalnych imigrantów. – Cały czas wnikliwie monitorujemy sytuację migracyjną zarówno na granicy zewnętrznej Unii, jak i na południu Europy. Siły i środki, którymi dysponuje oddział, są i będą adekwatnie angażowane w zależności od zagrożeń i potrzeb – stwierdza mjr Elżbieta Pikor, rzeczniczka Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej. Nie potwierdza, ale też nie zaprzecza, że w oddziale jest stan podwyższonej gotowości, podobnie jak w policji czy jednostkach wojskowych.

Marokańczyk z odmrożeniami

Od początku tego roku funkcjonariusze Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej zatrzymali ponad 200 nielegalnych imigrantów. Na granicy z Ukrainą 128, a na granicy ze Słowacją 80.

– W 2020 r. takich zatrzymań było 112, a w 2019 r. – 121 – wylicza mjr Elżbieta Pikor.

Wielu z tych zatrzymanych to pojedyncze osoby, które bez niczyjej pomocy, często jedynie z mapami w telefonie, próbowały dostać się do Polski i dalej na Zachód. Ostatni przypadek miał miejsce w poniedziałek 15 listopada. Tym razem policjanci powiadomili straż graniczną, że niedaleko Barwinka mogło dojść do nielegalnego przekroczenia granicy. Z lasu wyszedł mężczyzna. Okazało się, że to 27-letni Marokańczyk, który faktycznie nielegalnie dostał się do Polski. – Był w złym stanie, dlatego na miejsce przyjechała karetka pogotowia. Stwierdzono u niego m.in. odmrożenia. Marokańczyk został skierowany do szpitala w Krośnie. Lekarze stwierdzili, że musi tam pozostać przez kilka dni – informuje mjr Elżbieta Pikor.

Współpraca z sąsiadami

Na granicy z Ukrainą czy Słowacją sytuacja taka jak na granicy z Białorusią nie powinna się wydarzyć, bo między Polską a tymi państwami obowiązują inne zasady.

– Pozostajemy w stałym kontakcie z naszymi partnerami na Ukrainie i Słowacji. Wymiana informacji ma miejsce na poziomie zarówno placówek SG, jak i oddziału. Jej realizacja opiera się na instytucji Aparatu Pełnomocnika Granicznego. Warto zaznaczyć, że zarówno z Ukrainą, jak i ze Słowacją jest podpisana umowa o readmisji, z której obie sąsiednie służby graniczne znakomicie się wywiązują – tłumaczy rzeczniczka.

Dwa tysiące funkcjonariuszy

Bieszczadzki Oddział Straży Granicznej ochrania mniej więcej 373-kilometrowy odcinek granicy z Ukrainą (239 km) i ze Słowacją (134 km). Obszar chroniony przez BiOSG pokrywa się z granicami administracyjnymi województwa podkarpackiego. Służbę tu pełni ponad 2 tys. funkcjonariuszy. Ochrona granicy jest prowadzona w sposób ciągły, przez 24 godziny na dobę. – Istotne jest również to, że do zabezpieczenia granicy funkcjonariusze wykorzystują specjalistyczny sprzęt nowej generacji oparty na noktowizji i termowizji, w tym załogowe i bezzałogowe statki powietrzne. Na granicy są wdrażane także systemy perymetryczne. To m.in. czujniki sejsmiczne, które działają w ten sposób, że osoby nielegalnie przekraczające granicę wzbudzają alarm systemu – wyjaśnia mjr Elżbieta Pikor.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.