Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- Czasem brakuje sił. Zaangażowanie w pomaganie przynosi efekty, jeśli potrzebującym jest człowiek młody, dziecko. Mama nie jest młodą osobą. Mnóstwo ludzi myśli: "Przeżyła już swoje, są bardziej potrzebujący. Nie chcę i nie mogę nawet myśleć w tych kategoriach, bo przecież to nie jest wyścig. Nie chcę z nikim konkurować. Ale w tej nierównej walce o zdrowie, startujemy z dalszej pozycji - mówi Mariola Szczepaniak, która wspólnie z siostrą Barbarą już półtora roku walczy o mamę.

Prezent dla nieznajomego
PRZEJDŹ DO SERWISU

Na profilu zbiórki #Ratujemymame: piękne czarne botki, haftowane w czerwone maki, żółta torebka Michael Kors, duża torba Burberry. Komplet biżuterii Yes: kolczyki, wisiorek, pierścionek z niebieskim oczkiem i cyrkoniami, bransoletka z Pandory, zegarek Guess. Długowłosa blondynka o świetnej figurze w czarnych szpilkach pozuje w zwiewnej, romantycznej sukience w drobne kwiaty, na dużym tarasie w atrakcyjnym bladoróżowym kombinezonie 7/8.

Mariola pakuje wylicytowane rzeczy. Wysyła, odbiera przesyłki. Odpisuje na pytania i wiadomości od licytujących.

Mariolka i Basia. Córki bardzo walecznej kobiety

Mariola zajęła się licytacjami, kiedy zbiórki organizowane na leczenie mamy, na popularnych portalach tego typu, przestały przynosić efekty.

Założyła grupę #Ratujemymame. W swoim imieniu i siostry napisała: „Grupę założyłyśmy my, dwie siostry – Mariolka i Basia. Jesteśmy córkami bardzo walecznej kobiety. Mama walczy o zdrowie od sierpnia 2020, kiedy to doznała rozległego wylewu krwi do mózgu. To wszystko stało się za granicą. Cudem odnalazłyśmy Mamę i sprowadziłyśmy do Polski. Dzięki Waszemu wsparciu Mama jest rehabilitowana w jednym z najlepszych ośrodków w Polsce. Rehabilitacja jest jednak bardzo kosztowna. A przed nami jeszcze długa droga".

– Zaczęłyśmy z siostrą od własnych rzeczy, które miałyśmy w szafach, gromadzone od lat. Wyprzedałyśmy wszystko, poza pamiątkami, rzeczami, które dostawałyśmy od mamy – mówi Mariola. Teraz wystawiają rzeczy, które oddadzą im inni członkowie grupy i te przysłane przez znajomych mamy z Włoch. Na licytację rzeczy może zgłosić każdy i każdy może licytować.

– Niektórzy licytują, bo chcą pomóc. Inni, bo mamy naprawdę ładne rzeczy – mówi Mariola.

27 lat pracy we Włoszech. Tuż przed emeryturą – wylew

Pani Helena w latach 90. wyjechała do pracy do WłochPani Helena w latach 90. wyjechała do pracy do Włoch Archiwum prywatne

Pani Helena sama wychowywała dwie córki. Po stracie pracy w Polsce w latach 90., wyjechała do Włoch. Nie miała wyjścia. Po 27 latach przepracowanych tam, kiedy już myślała o powrocie do Polski na emeryturę, wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Córki, które każdego dnia kontaktowały się z nią przez WhatsAppa, straciły z nią kontakt. Telefon nie odpowiadał, nikt nie wiedział, gdzie jest pani Helena, co się z nią stało. Rozpoczęły się nerwowe poszukiwania na odległość. Po dwóch dniach córki odnalazły matkę: w krytycznym stanie, w szpitalu w Neapolu. Z dokumentacji medycznej wynika, że została znaleziona leżąca we krwi. Miała ranę na głowie, która powstała w wyniku upadku i uderzenia. Co się stało? Tego nie udało się wyjaśnić. Początkowo siostry przypuszczały, że mogła zostać napadnięta i pobita. Ale postępowanie później prowadzone w tej sprawie przez włoską i polską prokuraturę zostało umorzone. Mogły dalej prowadzić śledztwo, ale musiały się zająć matką.

Stan pani Heleny po wypadku był bardzo ciężki. Córki przyjechały do Neapolu w ostatniej chwili. Tego samego dnia, wczesnym rankiem włoscy lekarze już podjęli decyzję: przestają walczyć o życie pani Heleny, odpinają ją od urządzeń podtrzymujących życie. Ale dla córek, które właśnie odzyskały matkę, była to wiadomość nie do zaakceptowania. Zaczęła się dramatyczna walka o sprowadzenie matki do Polski. W grę wchodził transport śmigłowcem. Koszt: 100 tys. zł. Sióstr nie było na to stać. Szukały pomocy, gdzie tylko możliwe. Odmawiali wszyscy; publiczne instytucje w Polsce, także ambasada. Córki nie poddały się, załatwiły karetkę, znalazły dwóch ratowników i lekarza, którzy – kiedy stan pani Heleny na to pozwoli – zgodzili się pojechać do Włoch i przetransportować panią Helenę do Polski.

Z Neapolu wyjechali 18 października. – W ostatnim momencie, bo dwa dni później na ulicach miasta wybuchły zamieszki w związku z ograniczeniami związanymi z pandemią. Na ulicach trwała regularna wojna – wspomina pani Mariola.

Miesiąc w ośrodku 25 tys. zł

W Polsce znalazły ośrodek, w którym mama mogłaby być rehabilitowana. Koszt – 25 tys. zł miesięczne. – Nam wszystkie oszczędności pochłonęło sprowadzenie mamy z Włoch, a tylko specjalistyczna i bardzo droga rehabilitacja była szansą dla mamy na powrót do sprawności – mówi Mariola.

Zaczął się więc kolejny etap walki: nieprzespane noce, dni spędzone na pisaniu tysięcy maili, wniosków do urzędów i fundacji. Barbara jest pielęgniarką anestezjologiczną na oddziale covidowym w szpitalu w Łańcucie. W pandemii nie mogła sobie pozwolić na ograniczenie pracy. Mariola zajmuje się PR-em, marketingiem w mediach społecznościowych, wykorzystała więc swoje umiejętności, by ratować mamę. Na początek udało się im zebrać 130 tys. zł, ale przez rok na leczenie wydały już 300 tys. zł, bo do stałych kosztów dochodzą dodatkowe: konsultacji ze specjalistami, kiedy stan zdrowia się pogarsza i pojawiają się kolejne infekcje, dodatkowych badań, środków opatrunkowych.

– Mama zaczęła robić postępy, pomimo ogromnego wylewu. Lekarze nie dawali jej przecież szans na przeżycie, a ona walczy jak lwica. Po dwóch miesiącach pod respiratorem, przy ogromnych pięciu ranach odleżynowych, potężnej spastyce mięśni, przy niedowładzie czterokończynowym, rurce tracheotomijnej, dziesiątkach infekcji i dziesiątkach przyjętych antybiotyków, mama, w wyniku rehabilitacji usiadła na wózku – mówi Mariola.

Pani Helena po miesiącach rehabilitacji usiadła na wózkuPani Helena po miesiącach rehabilitacji usiadła na wózku FB

Z jak ogromnym wysiłkiem się to wiąże, wiedzą córki. – To jej ogromna wola życia, jej siła, litry wylanego potu, godziny, dni, tygodnie niewyobrażalnego bólu. Mama jest rehabilitowana pięć godzin dziennie przez sześć dni w tygodniu. Wysiłek porównywalny z pięciogodzinnym treningiem na siłowni, każdego dnia. Człowiekowi w pełni sił trudno sobie nawet wyobrazić tak intensywną aktywność fizyczną. Dla mamy tak intensywna rehabilitacja jest znacznie większym wysiłkiem niż dla zdrowego organizmu. Ma pięć masywnych odleżyn. To tak jakby mieć rany oparzeniowe 4. stopnia, najcięższe i z takimi ranami, każdego dnia ćwiczyć po 5 godzin dziennie na siłowni. Nie wiem, naprawdę nie wiem, kto dałby radę. Ale nasza mama daje radę – mówi Mariola i podkreśla: – Nie miałyśmy żadnych oczekiwań, stan mamy był bardzo ciężki. Konsultujący ją lekarze mówili, że nie ma szans na nic.

O postępach w leczeniu Mariola mówi: – To krok do przodu i zaraz potem dwa kroki w tył.

Mariola z mamą w ośrodkuMariola z mamą w ośrodku FB

Neurorehabilitację, jak mówi dyrektor ośrodka, w którym jest mama, można przyrównać do odkopywania zasypanej kopalni. Nigdy nie wiadomo, do czego i kiedy się dokopiesz. Dla nas cudem było to i ogromną siłą jej charakteru, że z pomocą zdołała usiąść na wózek. Któregoś dnia jeździłyśmy na tym wózku po korytarzu. Pytam: Mamuś, ciepło ci? Patrzyłam na ruch jej ust, bo zawsze odpowiadała mi ruchem ust. A ona mi odpowiedziała na głos: Ciepło. Wydarzyło się to dokładnie 26 maja, w dzień matki.

Nawet najmniejsze postępy leczenia cieszą: pani Helena zaczęła sama przełykać.

Ale leczenie potrwa jeszcze wiele miesięcy, a co za tym idzie ogromnych, nieosiągalnych dla sióstr pieniędzy.

– Jak mam jej powiedzieć, że cały jej, wprost nadludzki wysiłek, za 2-3 miesiące, pójdzie na marne, bo skończą się pieniądze? Nie potrafię się z tym pogodzić, po pierwsze dlatego, że to jest moja mama, a po drugie – cała nasza walka miałaby mieć taki koniec? – mówi pani Mariola i przyznaje: – Czasem czuję, że już brak mi sił. Brak pomysłów. Mama nie jest młodą osobą. Zaangażowanie w pomaganie przynosi efekty, jeśli potrzebującym jest człowiek młody, dziecko. W przypadku seniora nie jest to już takie oczywiste. Mnóstwo ludzi myśli „przeżyła już swoje", „są bardziej potrzebujący". Nie chcę, nie mogę nawet myśleć w tych kategoriach, bo przecież to nie jest wyścig. Nie chcę, nie mogę z nikim konkurować. Bo w tej nierównej „walce", walce o zdrowie, startujemy z dalszej pozycji. Przez te wiele miesięcy walki o mamę, wiele razy czułam, że walę głową w mur. Lekarze, urzędy, urzędnicy, procedury, pandemia, infekcje.

Walczą o mamę i pomagają innym

Basia i Mariola z mamą, panią HelenąBasia i Mariola z mamą, panią Heleną FB

Mimo to się nie poddaje i stara się pomagać innym, których spotkała podobna sytuacją.

– Wiem, po ilości maili, telefonów, jakie dostaję od osób będących w podobnej sytuacji, jak ogromny jest to problem w naszym kraju. Ich bliscy, rodzice, po wylewach, uwięzieni w szpitalach, w ZOL-ach czy w domach. Bez szans na cokolwiek więcej. Rodziny proszą nas o pomoc, nie w znaczeniu finansowym. Proszą o podzielenie się naszym doświadczeniem, co robić, żeby ratować bliskich. Jak postępować z lekarzami, kiedy nie można wejść do szpitala, kiedy zwykła rozmowa jest czymś nieosiągalnym w dobie pandemii. Co myśleć, słysząc – nie przeżyje, stan krytyczny, pacjent bez kontaktu, proszę przygotować się na najgorsze. My słyszałyśmy to dziesiątki razy. Gdzie się udać? Gdzie szukać pomocy? Komu wierzyć? Czy jest sens walczyć? Zawsze jest sens. I zawsze im to mówię. Tyle mogę tym osobom dać od siebie. Podzielić się doświadczeniem i wiarą, że będzie lepiej. Odpowiedzieć na pytania, jeśli znam na nie odpowiedź. Podpowiedzieć, skierować, naprowadzić. A czasem dać „kopniaka" mówiąc, do przodu, nie poddawajcie się. Oni chcą to usłyszeć od osoby, która się nie poddała. I słyszą. Ci wszyscy ludzie są pozostawieni sami sobie. Pacjenci – w szpitalach, ich bliscy – zrozpaczeni w domach. Pandemia i sytuacja w kraju sprawia, że trudna do udźwignięcia sytuacja staje się ciężarem nie do uniesienia – mówi pani Mariola.

Pomóc w leczeniu pani Heleny można TUTAJ.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.